06.07.2006r.
Wczoraj wieczorem spokojnie zasiadłem przed telewizorem
w kawiarni "Puchacz", aby obejrzeć kolejny meczyk Mistrzostw Świata.
W trakcie pierwszej połowy przysiadł się Zbyszek, i po chwili zadał mi
pytanie: "jedziesz ze mną na zawody balonowe do Pasłęka?".
Fajnie się lata balonami, ale cały urlop planowałem spędzić na lataniu
szybowcami, ale czego nie robi się dla fantazji. Zadałem pytanie:
"kiedy?", aby jakoś zsynchronizować wyjazd na te zawody z moimi
urlopowymi planami. Odpowiedź brzmiała: "po meczu",
!!!!!!!!!!!!!!!. Chwila zastanowienia i decyzja zapadła. W trakcie meczu
opuściłem kawiarnię i zacząłem przygotowywać się do wyjazdu.
Poranny lot zawierał trzy konkurencje dwa przeloty nad krzyżem
i celne rzuty markerami następnie należało jak najszybciej przelecieć od
równoleżnika 0000 do 0500. Po starcie z wybranej łąki udało nam się
przelecieć w pobliżu krzyży, Zbyszek rzucał markerami, które padały w
obrys krzyży. Po ostatnim krzyżu Zbyszek dał "po palnikach" wspięliśmy
się na wysokość 1200 m, gdzie pomykaliśmy z niezłą prędkością w
kierunku równoleżnika 0500. Tuż przed ograniczającym równoleżnikiem wiatr osłabł
i zmienił kierunek o 90 stopni. Linia równoleżnika była w zasięgu rzutu
markerem, a my posuwaliśmy się równolegle do niego w kierunku wschodnim.
Po kilkunastu minutach manewrów udało nam się przelecieć przez równoleżnik
i wylądować tuż za nim, gdzie czekał już na nas Gapa. Zwinęliśmy sprzęt,
zapakowaliśmy na wózek, pojechaliśmy zatankować gaz w okolice Pasłęka,
potem na śniadanie i mała drzemka w internacie Zespołu Szkół, gdzie
byli zakwaterowani uczestnicy zawodów.

|