WSTECZ


2008-02-09
Juniorska wyprawa po sprzęt do latania :)



Jest sobota 9 lutego. W mglisty deszczowy poranek, kiedy wszyscy i wszystko a na pewno większość aeroklubów pogrążona jest w zimowym śnie, bramę lotniska w Lisich Kątach przekracza czarny samochód, pieszczotliwie wbrew maści nazwany przez właściciela GNIADYM. Nie zatrzymuje się jednak pod budynkiem portu lecz śmiało podjeżdża pod biały wóz transportowy typu KRAKUS. Z jego kabiny już mniej śmiało, lecz ze względu na wczesną porę lekko ospale, wysiada trzech jegomości: nawigator Jakub " KUBUTEK " Jankowiak, doradca do spraw technicznych Karol " PAN KAROL" Lica i kierowca niżej podpisany Mirosław " SIARA " Majchrzak. Korzystając z pewnego doświadczenia polowego, którym dysponują (w szczególności kierowca;)) bardzo szybko łączą Gniadego z Krakusem i na najbliższe 11h robią z nich parę prawie nierozłączną. Jest 06:20UTC tak zaczyna się PIERWSZA GRUDZIĄDZKO-JUNIORSKA WYPRAWA GRABIEŻCZA ;) NA ZIEMIE PÓŁNOCNE.

Trasa na pozór prosta EPGI->EPSL przez Skórcz, Kościerzynę, Bytów prosto do samego lotniska i tu zaczynają się schody. Jak dzień wcześniej stwierdził nawigator AUTO MAPA w okolicach Słupska pokazuje 3lotniska przez co nasza dzielna trójka nie do końca wie gdzie ma jechać?? Domyślają się, że jedno z nich jest wojskowe drugie aeroklubowe a trzecie hmm.tego nie domyślali się wcale. Szybki rzut oka na www.szybowce.com i już wiedzą, że baza Aeroklubu Słupskiego znajduje się po SE stronie miasta, więc jedno z trzech pokazywanych przez Auto Mapę lotnisk mogą odrzucić, pozostałe dwa nie dość, że znajdują się blisko siebie to jeszcze są usytuowane jakby po drodze. Nasi juniorzy postanawiają więc, dalej nie znając dokładnej lokalizacji miejsca przeznaczenia odwiedzić najpierw lotnisko najbliższe i ew. nie napotykając tam dogodnego łupu w drugiej kolejności spenetrować lotnisko dalsze.

Początek drogi przebiega sprawnie. Gniady, mimo iż obciążony Krakusem bez większego wysiłku pomrukuję swoim charakterystycznym Dieslowskim dźwiękiem, muzyka płynąca z radio i lotnicze rozmowy skutecznie zagłuszają cichy głos pani lektorki z Auto Mapy mimo to dzięki staraniom Kubutka sprawnie osiągają PZ Skórcz, tutaj chwila koncentracji uwagi żeby nie odbić na Łasin ;P . Dalej równie sprawnie Kościerzyna i już, już prawie Bytów, kiedy się we znaki daje gwar panujący w samochodzie i dosięga ich głos z "lusterka" "zjechałeś z trasy wyznaczam nową". W wielkim zdziwieniu nie napotykając dogodnego miejsca, aby zawrócić mierzący lekko ponad 10m zespół nasi bohaterzy ulegają sugestią lektorki i poruszają się przed siebie nowo wyznaczoną trasa, która już po kilku kilometrach z pięknej asfaltowej drogi zamienia się najpierw w polny a potem leśny dukt. Pogoda na zewnątrz marna, niska podstawa z lekką mżawką, dookoła pola a na haku wóz szybowcowy. W załodze pojawiają się żarty: "jeszcze kawałek i dojedziemy po tego pechowca, który nie zdołał uciec przed frontem i walnął w pole tak daleko od domu". Morale załogi nie podupadło nawet w momencie kiedy to znaleźli się w środku lasu obok jakiegoś lekko zaniedbanego gospodarstwa z gospodarzem, który zapytany o drogę opowiadał historię jak to ze szwagrem czy kuzyniakiem swego czasu chodzili inną drogą :P Co było robić. bezgranicznie zaufali pani z Ipaq-a i w konsekwencji po zwiedzeniu pięknego lasu i stracie kilkunastu minut znowu znaleźli się na trasie. Po blisko 3h jazdy kiedy Ipaq oznajmił, że dojechali do celu oczom ich ukazał się ponad kilometrowy odcinek prostej drogi, na której końcach rozlegały się dwa prostokątne place. Teraz już dla całej trójki było jasne, że trzecie lotnisko z Auto Mapy okazało się być DOLem czyli Drogowym Odcinkiem Lotniskowym. Według wcześniej założonego planu nawigator przełączył lustro na kolejne lotnisko i po chwili zgodnie ze wskazówkami elektroniki, Pana Mietka i pięknego drogowskazu z samolotem, zespół Gniady Krakus ponownie wjechał w środek lasu . Lecz zaraz za lasem przywitało nas właściwe lotnisko A.S. i lotniskowy pies. Szybkie przywitania z miejscowymi lotnikami, równie szybkie otwarcie hangaru i oczom zainteresowanych ukazał się rząd równo poukładanych pod ścianą szybowców. Uwagę przykuwała śliczna żółta Foczka 5 z naklejonymi na dziobie niebieskimi oczkami. Patrzyła nimi prosto na młodych lotników i zdawała się mówić: "zobaczcie jaka jestem wyjątkowa, jaka smukła jaka doskonała w swych kształtach wybierzcie mnie". Lecz nie dali się juniorzy zwieść wdziękom tej rasowej ślicznotki, na bok musieli odłożyć tatowe opowieści, sentymenty i marzenia o choćby jednym przelocie na Foce 5 bo oto zobaczyli prawdziwy powód swej podróży Jantara std2 SP-3179. Bez większych problemów wyciągnęli go przed hangar by dokonać wstępnej oceny jego stanu. Szybowczyk był lekko brudny i zakurzony, ale oględziny równie szybkie jak przywitanie gospodarzy wykazały, że jest w zupełnie dobrym stanie. Nie tracąc ani chwili (żeby właściciele się nie rozmyślili) Kubutek cichaczem zaczął montować statecznik na wózek a potem już wszyscy razem załadowali cała resztę. Kiedy szybowiec był już na wózku Siarę i Pana Karola czekała jeszcze ciężka rozmowa z miejscowy dyrektorem, z której na szczęście wyszli obronna ręką i spokojnie mogli przejść do wypisywania niezbędnych formalności. Ok. 12:40 UTC wesoła kompanija z łupem ;) na haku wyruszyła w drogę powrotną tym razem ściśle trzymając się wyznaczonej trasy, zatrzymując się tylko co jakiś czas aby wyrównać poziom płynów w organizmie i sprawdzić czy aby na pewno nic się nie poluzowało. Jeden z takich postojów wypadł na wcześniej ominiętym lotnisku KORNE gdzie w miłej atmosferze załoga Gniadego została podjęta i poczęstowana przez gospodarzy ciepłą herbatą i uraczona historiami z pobliskiego szybowiska LOPP w Gostomie. Koniec wyprawy miał miejsce oczywiście nie gdzie indziej jak w Lisiowym hangarze o 17:15 UTC gdzie z niecierpliwością czekał Szef W .

 

P.S. Korzystając z okazji w imieniu gospodarzy Lotniska Korne zapraszam wszystkich na uroczyste jego otwarcie w maju 2008.

 

Mirosław "Siara" Majchrzak

reszta zdjęć

niki :)


Webmaster                                              DO GÓRY