Pierwszy samodzielny lot samolotem - 6 lipiec 2008 W 2006 roku jeszcze w Aeroklubie Grudziądzkim rozpocząłem szkolenie szybowcowe. Dwa lata potrwało wylatanie wszystkich warunków do licencji pilota szybowcowego. Teraz przyszedł czas aby podjąć nowe wyzwanie - samoloty. Po 130 godzinach wykładów na teoretycznym kursie samolotowym, z początkiem lipca 2008, już w Aeroklubie Nadwiślańskim, rozpocząłem szkolenie praktyczne na samolocie Zlin 526F . Instruktor Grzegorz Czubski, na co dzień pilot MIGów-29, od samego początku stawiał poprzeczkę dosyć wysoko, jednakże fakt ten wobec jego niebywałych zdolności dydaktycznych stał się jak najbardziej uzasadniony. Już podczas pierwszych lotów instruktorskich zdałem sobie sprawę z jak wymagającym samolotem mam do czynienia (nie bez powodu nazywanym "Panem Efem"). Czystość pilotażu - to na "efie", z resztą tak jak na każdym samolocie akrobacyjnym, sprawa podstawowa. Płynność ruchów, utrzymywanie stałych parametrów lotu w locie po kręgu to rzeczy wymagające szczególnej uwagi. No i oczywiście lądowanie - ze względu na obecność kółka ogonowego i układu dolnopłata trudne, wymagające treningu, ale po poprawnym wykonaniu dające niezwykle dużo satysfakcji. Najmilej wspominam loty "efem" do strefy, gdzie ćwiczyliśmy korkociągi a także wykonywaliśmy kilka innych figur akrobacyjnych. Dopiero wtedy mogłem poznać prawdziwe możliwości tego samolotu. Po wylataniu 6 godzin z instruktorem przyszedł czas na egzamin przed wylotem samodzielnym. Jeden krąg i jedna strefa z Szefem Wyszkolenia. Potem już tylko spięcie pasów w przedniej kabinie i pierwszy lot samodzielny po kręgu. Nutę napięcia i zdenerwowania przesłoniła duma z faktu, że teraz to tylko ja będę odpowiedzialny za cały lot, że to ja sam będę leciał samolotem, na który zawsze patrzyłem tylko z ziemi i zawsze chciałem znaleźć się na miejscu pilota, który siedzi za jego sterami. Teraz to ja dzierżyłem przepustnicę i drążek, bez możliwości korekty instruktora, sam wypuszczałem podwozie, klapy, sam lądowałem i to na samolocie powszechnie uważanym za jeden z trudniejszych w pilotażu. Latanie na Zlinie dało mi niesamowitą satysfakcję. Zachęcam wszystkich do skorzystania z możliwości rozpoczęcia szkolenia samolotowego właśnie na tym samolocie, którą oferuje nasz Aeroklub. Naprawdę warto!!! Łukasz Skonecki
|
|
Pierwszy samodzielny lot : 15 lipca 2007 |
|
|
Karol Włodarczyk Pierwszy lot samodzielny 12 lipca 2007 r. Jeśli chodzi o moje wrażenia z pierwszego samodzielnego lotu, to najbardziej zapamiętałem widok pustej tylnej kabiny i ruszającego się drążka. Poza tym pamiętam niezwykłe uczucie towarzyszące świadomości, że nikt inny, tylko ja mam teraz wpływ na lot szybowca. Satysfakcja z samodzielnego lądowania jest nie do opisania. Dlaczego w Lisich Kątach ? Pewnie dlatego, że ojciec zaczął tam swoją przygodę za sterami. Poza tym spodobała mi się atmosfera panująca w tym miejscu, gdy po raz pierwszy się tam znalazłem. Jan Włodarczyk Pierwszy lot samodzielny 17 września 2006 r. Był dzień 17 września 2006 r., piękne ciepłe popołudnie i wreszcie wiatr zelżał. Po dwóch lotach egzaminacyjnych z Markiem Chamerą lecę sam Bocianem SP-3039. Słońce zaczyna zachodzić, piękny widok na Grudziądz to nagroda za uciążliwą podstawówkę przerywaną kiepską pogodą. Wreszcie jestem pilotem szybowca (na razie uczniem-pilotem). To spełnienie marzenia odkładanego przez 20 lat. 18 sierpnia 2007 r., minął niecały rok od początku przygody szybowcowej. Wracam z termiki. Wreszcie, po wielu próbach, udało mi się przekroczyć "magiczne" 5 godzin. Lecąc już w stronę lotniska, słyszę w głośniku jak mój pierworodny Karol zgłasza pozycję "z wiatrem". Za chwilę będę lądował, po ponad 6 godzinach w powietrzu zmęczenie duże ale radość większa. |
|
|
Stary wiekiem - młody stażem, czyli rocznik 1966 pierwszy raz samodzielnie w powietrzu.
Godzina 18.16 LMT dnia 2 września 2007 roku, kabina zamknięta i zabezpieczona, skrzydła uniesione do poziomu, w głośniku słyszę komendę kierownika lotów: "Fokstrot Alfa naprężaj", a za chwilę kolejna komenda: "lina naprężona, startuj, pierwszy samodzielny". JAK 12 rusza do przodu, a z nim w odległości 30 m rusza Puchacz SP-3154. Krótki rozbieg i już jestem w powietrzu. Mój pierwszy samodzielny lot. W końcu zrealizowałem swoje marzenie o samodzielnym lataniu. Zespół wznosi się powoli do góry łagodnie biorąc zakręty (tutaj podziękowania dla Pana Miecia), na wysokościomierzu wskazówka mija kolejne cyferki 50, 100, 200, 300 w końcu 400 m, jesteśmy nad znakami. Machnięcie skrzydłami, pociągam zaczep i od tego momentu wszystko zależy tylko ode mnie. W powietrzu spokój, cisza, słońce chylące się ku zachodowi. Szybowiec leci praktycznie sam. Ta panująca cisza jest wręcz denerwująca (biorąc pod uwagę okres szkolenia na dwusterze - nikt za plecami nie krzyczy, nie komentuje, nie doradza), dlatego zaczynam sobie sam wydawać na głos komendy. Rozplanowuję krąg, pierwszy zakręt, drugi, trzeci, po czwartym jestem idealnie w osi pasa, otwieram hamulce jednocześnie głośno mówiąc do siebie - pilnuj prędkości i właściwego kąta na znaki. Ziemia zbliża się coraz bardziej. Przymykam hamulce, załamuję tor lotu, krótkie wytrzymanie i jestem z powrotem na ziemi. Cały lot według chronometrażu trwał tylko 9 minut. Mi się wydawało, że co najmniej kilka razy dłużej. Szybkie podczepienie liny i znowu jestem w powietrzu. Tego dnia wykonałem swoje dwa pierwsze samodzielne loty. Po krótkiej przerwie 16 września pozostałe 8 lotów i w końcu upragniony wpis do książki o ukończeniu szkolenia podstawowego za samolotem. W tym miejscu chciałbym podziękować instruktorom Pawłowi oraz Waldkowi za trud włożony w moje wyszkolenie i doprowadzenie je do tego finału, (w który sam czasami przestawałem wierzyć).
Waldek sugerował mi abym napisał, jak to się stało, że ja, urodzony w 1966 zdecydowałem się na naukę latania na szybowcach w Grudziądzu. Częściowo jest to zbieg okoliczności a częściowo świadomy wybór. Moje zainteresowanie lotnictwem (dokładnie tego, co prawda nie pamiętam) ma swój początek zapewne w okresie dzieciństwa, zresztą trudno by się tym nie interesować mieszkając prawie 18 lat, w domu stojącym prawie na podejściu do lotniska, EPMB. Z dzieciństwa pamiętam huk MIG-ów dzień i noc przelatujących nad okolicą. Pierwszą próbę na serio zajęcia się lotnictwem podjąłem, gdy uczyłem się w Liceum w Malborku. Zgłosiłem się wtedy do Aeroklubu Elbląskiego, gdzie w 1982 r. rozpocząłem szkolenie szybowcowe, a w dalszych planach miałem studiowanie na wydziale agrolotnictwa na Akademii Rolniczej w Olsztynie. Niestety, nie dokończyłem go wtedy, skończyły się wakacje, rozpoczęła się nauka w szkole, przygotowania do matury (a w międzyczasie zlikwidowano wydział agrolotnictwa na ART). Wybrałem zupełnie inny kierunek studiów, zostałem elektrykiem. Marzenia jednak pozostały - przez długi okres różne przyczyny powodowały, że pozostawały one tylko marzeniami, aż pewnego dnia stwierdziłem, że nie ma, co dalej tego odkładać, albo teraz albo nigdy - telefon w dłoń i dzwonię po pobliskich Aeroklubach. W Gdańsku i Elblągu zostaje poinformowany, że oczywiście taka możliwość jest, ale w tym roku to za późno, proszę się zgłosić w przyszłym. Tyle nie chcę czekać. Tu sobie przypominam rozmowę ze znajomym modelarzem lotniczym, byłym pilotem szybowcowym, który polecał mi, że jak się chcę szkolić to w tylko w Lisich Kątach (ze względu na warunki i panującą w nim życzliwą atmosferę). Kolejny telefon wykonuję do Lisich Katów, krótka rozmowa z dyrektorem, że oczywiście, jak tylko mam ochotę, to nie ma problemu i mogę rozpoczynać szkolenie choćby jutro, zaczynając najpierw od teorii. W między czasie szybko robię badania lekarskie w Warszawie, załatwiam urlop w pracy i 14 sierpnia melduję się na lotnisku w Lisich Kątach. Tego samego dnia odbywam swoje dwa pierwsze loty - (po których zadaję sobie pytanie, co ja najlepszego zrobiłem, - lecz wkrótce lecę, z Waldkiem na termikę - godzina i 20 minut w powietrzu przy idealnych warunkach widoczności sprawiają, że już wiem, co tygrysy lubią najbardziej:)
Jarek (r. 1966)
|
|
|
Nie ukrywam, że jechałem w sierpniu do Lisich w podwójnym stresie tym, pozostałym jeszcze z pracy i tym związanym z ogromnym znakiem zapytania na końcu zdania, które nie dawało mi spokoju przez cały czas trwania szkolenia podstawowego za wyciągarką..... czyli w moim przypadku do 14 sierpnia ...Czy dam rade? Po 48 lotach na zadanie A1 oraz dwóch lotach sprawdzających instruktor dyrektor Darek podsumował moje krótkie męki w powietrzu w dość żołnierski sposób i ...przedstawił do egzaminu. W trakcie pierwszego lotu z instruktorem egzaminującym byłem w takim stresie, że już na 30 metrach chciałem wczepić szybowiec gdy lina szarpnęła trochę mocniej. Wcześniej przy starcie dobrałem za mocno drążek i dwa razy dość elegancko Bocian SP-2823 grzmotnął ogonem o ziemie i ...polecieliśmy. Potem jeszcze dwa razy z lewym kręgiem. Byłem przekonany, że ten pierwszy niezbyt udany lot pogrzebał moje szanse...ale instruktor Pan Tadeusz dopuszczenie dał i ocenę postawił bardzo dobrą. - Pomachaj sterem kierunku, sprawdź kabinkę i puknij się w głowę! - padło przez radio. -Bocian 23 gotów. - Wyciągarka naprężaj twoja od hangaru. Bocian, pierwszy samodzielny. -Naprężona....szybowiec ruszył. No i poleciałem sam. Było wspaniale! (trochę brakowało mi uwag instruktora więc zacząłem sam się na głos poprawiać) Potem była przerwa. Jednak szybko wróciłem do Lisich i był hol na Puchaczu , celność i na koniec udało mi się wylaszować Pirata. I przez cały czas to pytanie Czy dam radę? Na razie jakoś daję, więc w przyszłym sezonie wracam do Lisich. P.S Zdjęcie obok zrobiłem sobie sam, nielegalnie. Na 7 lot samodzielny przemyciłem aparat. Przepraszam :)
|
|
17 sierpnia 2007
Po 3 lotach sprawdzających z panią instruktor Marleną C. dostałem zezwolenie na wykonanie pierwszego w życiu lotu samodzielnego na jednym z grudziądzkich Bocianów (Sp-2823). Byłem trochę zestresowany, ale wiedziałem, że trzeba było się przełamać. Podczas lotów sprawdzających, dzięki swoim celnym oczom przelatywałem miejsce, gdzie powinienem się zatrzymać, tylko o jakieś 200 metrów, więc podczas odholowywania szybowca w miejsce startu miałem jeszcze przyjemność usłyszeć kilka wskazówek dotyczących lotu samodzielnego od egzaminatora. " Zrób wszystko tak samo jak zwykle". Gdy wsiadłem do kabiny, a z tylniego fotela sprzątnięto spadochron i spięto pasy wiedziałem, że teraz będę zdany tylko na siebie. Chwile potem jednak byłem już skupiony tylko na tym, co robiłem zwykle lecąc z instruktorem. Szybowiec ruszył, łagodne wznoszenie, nie miałem czasu, aby myśleć, że lecę sam i co robię. Parę sekund przed wyczepieniem, poczułem, że jestem sam, ale nie był to żaden strach. To było świetne uczucie. Dużo satysfakcji. Wykonałem standardowy krąg i jak zwykle ufając mojemu celnemu oku zatrzymałem się w połowie pasa i ciągnik znowu miał pełne ręce roboty. Prawdopodobnie nigdy nie zapomnę tego lotu, a szczególnie w pamięci utkwiło mi niebieskie niebo na stromym wznoszeniu za wyciągarką |
|
Latać chciałem od zawsze. Sęk w tym, że wcześniej nie zdecydowałem się na rozpoczęcie szkolenia, być może w obawie przed nieznanym? Kto to wie... Koniec końców w 2003 roku znalazłem się w Lisich Kątach spotkać się "oko w oko" z lotnictwem. |
![]() |
Witam, nazywam się Sawa Makacewicz. W tym roku, niestety, mam maturę :), ale i to nie uchroniło mnie przed weekendowymi wyjazdami na lotnisko, chociaż mieszkam w Warszawie, a do Lisich kawał drogi. |
![]() |
Hej , Mam na imię Magda , jestem z Grudziądza . Mam 17 lat i obecnie uczęszczam do 1lo . To tyle takiego sztucznego pisania . Nie każdy wie co to znaczy latać .. co to znaczy być w Lisich Kątach , poznać smak przyjaźni i pasji jaką posiadają tutaj młodzi lub bardziej doświadczeni lotnicy . Mój pierwszy samodzielny lot .. hmm bajerka .. uczucie nie do opisania .. a także strach i adrenalinka .. a było to w pamiętną sobotę 23 lipca .. a wtedy wiele się działo :) skończenie podstawowego szkolenia nie oznacza u mnie końca latania .. to dopiero początek naprawdę fajnej przygody ... |
![]() |
Siema! Mam na imię Natalia i jestem następną osobą, która 14 lipca 2005r. wzbila sie samodzielnie w powietrze :-) (nie ukrywam ,że na początku mialam strasznego stracha, ale każdy początkujący pilot musi przez to przejsc ;-) Jestem w Lisich juz drugi raz gdyż przez mój mlody wiek (rocznik 89:-)) nie mogam być dopuszczona do lotów samodzielnych.
Mieszkam pod Warszawa i udalo mi sie zdać do następnej klasy (WOW!) , tak więc jestem teraz absolwentką szkoly średniej im. Królowej Jadwigii w Warszawie, o profilu polonistycznym. (no moze niezbyt tu widac moj talent pisarski, ale nie mam zielonego pojecia jak dosyć krótko opisac moje życie).
Jeśli któś ma ochotę poznać ostre szczególy z mojego życia zapraszam na strone www.allamaris.blog.pl :-) |
![]() |
Asia pochodzi z Gdańska ale od czterech lat mieszka w Warszawie. Pracuje z ogromną przyjemnością jako stewardesa w Eurolocie. Jej pasja lotnicza rozwinęła się nagle i pochłonęła ją całkowicie : skleja modele, prenumeruje pisma lotnicze, ukończyła studia podyplomowe związane z lotnictwem. Obecnie otwiera przewód doktorski z tematyki terroryzmu powietrznego. Samodzielne sterowanie statkiem powietrznym było jej wielkim marzeniem. Szkolenie prowadził Andrzej Ogonowski a przed pierwszym samodzielnym lotem umiejętności kontrolował Darek Dembek |
![]() |
Rysiek mieszka w Grudziądzu i w latach 1979 - 1981 szkolił się w naszym aeroklubie na szybowcach. Po długiej przerwie kontynuuje szkolenie szybowcowe i rozpoczął szkolenie samolotowe. Pracuje we własnym gospodarstwie ogrodniczym. Bardzo się cieszy, że po latach przerwy udało mu się wrócić do pasji lat młodzieńczych. Szkolenie prowadził Andrzej Ogonowski a przed pierwszym samodzielnym lotem umiejętności kontrolowała Asia Biedermann. |
| Kontakt Michał Klimaszewski |